Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black Publishing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black Publishing. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 marca 2015

"PŁACZĄCY CHŁOPIEC" AGNIESZKA BEDNARSKA



"Płaczący chłopiec" to najnowsza książka Agnieszki Bednarskiej, polskiej pisarki mieszkającej na stałe w Wielkiej Brytanii. Fakt ten ma bardzo duże znaczenie, ponieważ to wydarzenia opisane przez angielski "The Sun" zainspirowały panią Bednarską do napisania tej ujmującej powieści. "Płaczący chłopiec" traktuje bowiem o rodzinie i miłości, jest to również opowieść przyprawiona nutką mrocznej tajemnicy sprzed lat. Brzmi banalnie? Być może. Zapewniam Was jednak, że lektura dostarczy wielu wrażeń i zagra na emocjach nawet najbardziej wymagających czytelników. 

"Płaczący chłopiec" jest obrazem. Portretem małego dziecka, Dominika. Zaznaczyć trzeba natomiast, że to niezwykłe dzieło. Kiedy babcia jednego z bohaterów ginie w pożarze, okazuje się, że zabójczy ogień zniszczył wszystko z wyjątkiem tego portretu. Mężczyzna postanawia, że obraz musi zniknąć. Innego zdania jest jego była dziewczyna i przyjaciółka, Danielle. Ta stąpająca mocno po ziemi ekscentryczka zamierza odkryć tajemnice niezwykłego portretu. Zagłębiając się w jego historie poznaje Susan Sparks, starą angielską arystokratkę. Dowiaduje się również, że obraz cieszy się złą sławą. Prawdopodobnie ciąży na nim klątwa, gdyż wszędzie gdzie zawiśnie wybuchają pożary. 

Danielle szybko odkrywa, że droga do rozwiązania tajemnicy tkwi w sportretowanym chłopcu. Okazuje się, że Susan Sparks w przeszłości znała Dominika przez kilka miesięcy. Kobieta zamierza pomóc Danielle w rozwikłaniu sekretu chłopca z portretu, również po to,by oczyścić swoje sumienie. 

Książka Agnieszki Bednarskiej to pełna emocji podróż w głąb ludzkiej psychiki, pokazująca jak ważna w życiu jest miłość i przywiązanie. Powieść po prostu płynie,czyta się ją bardzo lekko. Bednarska połączyła ze sobą kilka gatunków literackich, dlatego też jej książka jest taka niezwykła. Z każdą stroną odkrywamy kolejne punkty na mapie życia Dominika. Wczuwamy się w przeżywane przez bohaterów rozterki, historia nas porywa. Opowieść o małym chłopcu z wyspy Lanzarote w Hiszpanii chwyta za serce, chociaż niektóre momenty książki wywołują dreszczyk strachu i niepewności. 

To piękna powieść. Polecam ją każdemu. 

K.K. 

Za możliwość poznania niezwykłej historii Dominika dziękuję wydawnictwu Black Publishing.

niedziela, 1 marca 2015

"W BLASKU GWIAZD" LYDIA NETZER


Drodzy!

Chciałabym opowiedzieć Wam o książce, która towarzyszyła mi przez ostatni tydzień."W blasku gwiazd" to debiutancka powieść Lydii Netzer. Niezbyt duża objętościowo książeczka (337 stron) jest debiutem. Debiutem udanym, mądrym i głębokim. 

"W blasku gwiazd" to opowieść o młodym małżeństwie. Sunny i Maxon znają się od dziecka, są bogaci, mają czteroletniego syna Bubbera, niebawem urodzi się ich córka. Maxon jest wybitnym naukowcem, laureatem Nagrody Nobla. Pracujący dla NASA mężczyzna wyrusza na Księżyc, by pomóc w jego kolonizacji. Sunny od tego momentu musi poradzić sobie z synem chorym na autyzm oraz innymi "ziemskimi" problemami. Jest jej tym ciężej, że dzień po starcie męża ma wypadek samochodowy. Z jej głowy na oczach sąsiadów spada peruka, która dotąd skrywała wieli sekret Sunny.

"W blasku gwiazd" to bardzo dobry pomysł na niedzielne popołudnie. Główną zaletą książki są moim zdaniem świetnie nakreślone postacie. Szczególnie cenię sposób, w jaki autorka sportretowała Sunny. Już na początku lektury uderzyło mnie, że ta młoda kobieta jest bardzo złożoną osobą. Trudno ją zaszufladkować i określić. Sunny to dziewczyna, która mimo zewnętrznego opanowania, ma w sobie chaos. Czytając książkę miałam wrażenie, że bohaterka ma dziwne, trudne do zdefiniowania problemy z własną tożsamością i kobiecością. Bardzo długo nie potrafiła siebie zaakceptować, a fizyczną odmienność próbowała zatuszować idealnym otoczeniem, wystrojem wnętrz jak z katalogu oraz bezmyślnym kopiowaniem tego, co było kreowane jako perfekcyjne i modne. Wynika to być może z jej trudnej przeszłości oraz faktu, iż od urodzenia była inna. 

Z kolei główny bohater, wychowany w ubogiej, naznaczonej przemocą rodzinie ma problem z dostosowaniem się do norm i zasad panujących w społeczeństwie. Właściwie zupełnie ich nie rozumie, są dla niego abstrakcją. By lepiej funkcjonować w świecie, uczucia i emocje zapisuje za postacią równań matematycznych. Jego wielka inteligencja sprawiła, że Maxon osiągnął niebywały sukces w świecie nauki. Tworzy roboty i jest w tym najlepszy. 

Tych dwoje ludzi pobrało się, tworząc niezwykłą parę. Związek, który nigdy nie był idealny, jednak naznaczony przywiązaniem i miłością. Lydia Netzer w swojej powieści dokonała kompletnej analizy tego małżeństwa, rozkładając na części pierwsze wszystkie żale i smutki Sunny zestawione z racjonalizmem i innością Maxona. Dołożyła do tego chorobliwy perfekcjonizm, obawę przed samotnością i walkę o maksymalne funkcjonowanie niepełnosprawnego syna. 

Na koniec chciałabym dodać, że nie poruszyłam w tym tekście wszystkich wątków, które pojawiają się w książce. Zrobiłam to z pełną świadomością i premedytacją, ponieważ nie chciałabym pozbawiać Was możliwości odkrywania tej wspaniałej historii. 

Serdecznie polecam tą piękną powieść!

K.K. 

Za możliwość poznania historii Sunny i Maxona dziękuję wydawnictwu Black Publishing.

wtorek, 15 lipca 2014

"DAR Z BRETANII" MARJORIE PRICE

"Wioska już nie istnieje. Z oddali wydaje się taka sama jak dawniej, dopóki nie zauważy się lśniących, prefabrykowanych budynków rozsianych wśród starych gospodarstw. Chłopów też już nie ma. Nikt już nie zobaczy, jak ciągną na pola, we mgle, na długo przed nastaniem świtu. Znikły staruszki w czerni, zgarbione nad kapustą w warzywniakach, przepadli wieśniacy gawędzący tutejszą gwarą przy płocie, nierozerwalnie związani z wiekowymi gospodarstwami. Kobiety w przypiętych szpilkami sztywnych koronkowych czepcach i w łopoczących na wietrze czarnych spódnicach, zmierzające przez łąkę na niedzielną mszę w pobliskiej wiosce, pozostały tylko na pocztówkach dla turystów. [...] Zwyczaje, które przetrwały próbę wieków, odeszły do lamusa"*

Tym opisem zaczyna się książka.Chyba nie mogło być lepiej. Po przepięknej, nasyconej wspaniałymi barwami okładce, która przywołuje na myśl same dobre emocje, pojawiają się słowa, trafiające w sedno mojej tęsknoty za beztroską, dzieciństwem i obrazami pojawiającymi się w głowie dość często, coraz bardziej zamazanymi przez lata i zatartymi przez dorosłość. 

Dorastająca w Chicago Amerykanka Midge skrycie marzy o życiu w Paryżu. Dusza artystki nie pozwala jej usiedzieć w miejscu a wielka miłość do sztuki i chęć przygody popychają ją wprost na pokład statku do Francji. Do tej podróży dziewczyna przygotowywała się latami, a z każdym przeczytanym o Paryżu zdaniem, z każdym nowo poznanym francuskim słowem jej fascynacja wzrastała, przeradzając się wręcz w obsesje.  
Midge wydaje na bilet wszystkie swoje oszczędności, zostawia w USA całą rodzinę oraz narzeczonego. Oczywiście wyżej wymienieni nie pochwalają jej pomysłu. A tak! Zapomniałam o dość istotnej kwestii : opisane przeze mnie wydarzenia mają miejsce w latach 60. XX wieku.

Paryż. Miasto sztuki i miłości. Midge odnajduje w swoim wymarzonym miejscu i jedno, i drugie. W stolicy Francji dziewczyna wreszcie czuje się wolna, każdą cząstką ciała chłonie nasycony wielką twórczością klimat miasta, który sprzyja również jej  natchnieniu, dostarczając wielu inspiracji. Midge zatraca się w malowaniu, rozwija swoją pasję również przez uczestnictwo w wystawach i wernisażach. Na jednym z nich poznaje Yves'a. Mężczyzna okazuje się spełnieniem jej marzeń: nieziemsko przystojny, świetnie zbudowany. Co najważniejsze : jest malarzem. Francuskim malarzem! Chociaż podczas pierwszej randki Midge stara się być dobrze wychowaną panienką, wkrótce ulega urokowi Yves'a, by jakiś czas później zostać jego żoną. 

Małżeństwo Midge jest idealne : spędzanie czasu z Yves;em daje kobiecie dużo satysfakcji, poza tym zostaje matką. Gdy jej córeczka ma pięć lat, wraz z mężem postanawiają kupić domek w Bretanii, który ma być twierdzą dla jej rodziny, miejscem gdzie będą mogli malować, odpocząć od miejskiego zgiełku i szukać natchnienia. Jednak jak wiadomo życie depcze wyobraźnie. Yves decyzje o kupnie nieruchomości podejmuje sam, a nabyta "posiadłość" różni się znacznie od wyobrażeń Midge. Małżonkowie zostają właścicielami składającej się z kilku domków osady w środku lasu, gdzie diabeł mówi dobranoc, a toaleta w mieszkaniu jest niespotykanym luksusem. Midge próbuje nauczyć się, jak żyć na wsi. To dla niej zupełna nowość. Wychowana w Chicago, mieszkające w Paryżu. Totalny mieszczuch. 

W tym momencie książki zaczyna się opowieść, która nasączona jest emocjami jak dobra kasza skwarkami. 

W odnalezieniu się w wiejskiej rzeczywistości pomaga Midge sąsiadka, Jeanne. Staruszka to ucieleśnienie prostoty. Nigdy w życiu nie opuszczała wioski, życie poświęciła ciężkiej pracy, ma dużo życiowej mądrości i doświadczenia, którym chętnie dzieli się z Midge. Sama również czerpie z znajomości z Amerykanką. Kobiety uczą się od siebie, wspierają w trudnych chwilach i są dla siebie pocieszeniem. Midge szczególnie potrzebuje Jeanne, kiedy okazuje się, że na jej małżeńskim portrecie pojawiają się rysy.  

Szczególną sympatię wzbudziła we mnie Jeanne. Kobieta ma w sobie spokój. Nie goni za niczym. Jest silna i mądra. Nie potrafi przekonać się do wynalazków, które burzą odwieczną harmonię wsi (np. telewizor), lęka się świata poza La Salle, z drugiej strony nieznane ją fascynuje. Jeanne docenia małe rzeczy, z wielką radością i pokorą nadal uczy się świata. Między Nią i Midge rodzi się magiczna więź, która okazuje się mocniejsza, niż mogłoby się wydawać. 

Marjorie Price prowadzi historię w sposób niespieszny, jakby chciała w każdym zdaniu uchwycić wszystko, co pozostało w jej wspomnieniach. Czyni to w przepiękny sposób, z każdym przeczytanym zdaniem utwierdzałam się w przekonaniu, że "Dar z Bretanii" to nie tylko piękna powieść. W tej książce jest coś wyjątkowego,  W końcu jest hołdem, darem dla Jeanne, najwspanialszej przyjaciółki. Price nie wtrąca niespodziewanych zwrotów akcji, komercyjnych zabiegów, dzięki którym powieść wyda się bardziej atrakcyjna i spodoba szerszemu gronu odbiorców. Nie o to tu chodzi. 

"Dar z Bretanii" to  historia wspaniałej, bezkompromisowej przyjaźni, przepiękny portret oddania i przywiązania. A także lekcja pokory. 
Jeanne pokazuje, że należy cieszyć się z dobrych chwil, z tych trudnych natomiast wyciągać wnioski. 

Polecam.

K.K. 

                     Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję  Wydawnictwu Black Publishing

* prolog

piątek, 16 maja 2014

"MORELOWY SAD" AMANDA COPLIN

Amanda Coplin
Morelowy Sad
Black Publishing
liczba stron : 488
Wołowiec 2014
Dwie nastoletnie dziewczyny, obie brzemienne, uciekają od stręczyciela, który zamienił ich życie w piekło. Spokój znajdują na ziemi Williama Talmadge'a, sadownika, wiodącego samotne życie wśród owocowych drzew. Tak mniej więcej rozpoczyna się kolejna książka z serii kaszmirowej wydawnictwa Black Publishing, którą ostatnio miałam przyjemność przeczytać.

Gdy William Talmadge był małym chłopcem, jego ojciec zginął w kopalni. Matka, właściwie nie podając powodu, wyrusza wraz z nim i jego siostrą Elsbeth w długą podróż. Po wielu dniach - głównie wyczerpującego marszu - trafiają do doliny. Jest 1857 rok. 
Początkowo nie było tam praktycznie nic - dwie marne jabłonki i chata, która stała się ich domem. Z czasem Talmadge, jego matka i siostra odnaleźli w dolinie spokój. Zaczęli uprawiać warzywa, poczuli się jak u siebie. Rodzinna sielanka nie trwała jednak długo. Po niespełna trzech latach matka Williama zmarła na płuca. "Jesienią 1864 roku Talmadge zachorował na ospę i omal nie umarł [...] w 1865 roku, Elsbeth  poszła do lasu za polem nazbierać ziół i nie wróciła*". Talmadge nie dowiedział się, co stało się z siostrą. Jej zniknięcie rzuciło się jednak długim cieniem na reszte jego życia. Od tego momentu William samotnie uprawiał swoje drzewa, pielęgnując je i zatracając się zupełnie w swojej pasji. 

Życie Tamladge'a zmieniło się w momencie, gdy pojawiły się w nim dwie nastolatki. Obie brudne, przestraszone, nieufne jak dzikie zwierzęta. Nie zbliżały się do niego. Nocowały na drzewach, w trawie. On natomiast zaakceptował ich obecność na swojej ziemi. Chciał im pomóc. Wystawiał na ganek jedzenie, po które przychodziły, zachowując powściągliwość i unikając zbędnego kontaktu. Między mężczyzną i dziewczynami zrodziła się więź, której nie można określić jednym słowem. Zaufanie? Przyzwyczajenie? Względne poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji? Nie wiem. Chociaż prawie ze sobą nie rozmawiają, przyzwyczajają się do swojej obecności. On akceptuje Dellę i Jane, one próbują przywyknąć do niego. Pewne jest to, że pojawienie się dziewczyn sprawi, iż życie Talmadge'a obierze zupełnie inny kierunek.


"Morelowy Sad" to debiut Amandy Coplin. Urodzona w 1980 roku autorka stworzyła dojrzałą, zaplanowaną w najmniejszym szczególe i dokładnie przemyślaną powieść. 

Drodzy czytelniczy, niech nie zwiedzie Was urocza, sielska okładka, nasycona ciepłymi barwami. Książka nie jest kolejną opowieścią o tym, że zagubione duszyczki - w tym przypadku nastolatki Jane i Della - odnajdują radość i harmonię wśród idyllicznego, kojącego krajobrazu, gdzieś w  dolinie. Nic z tych rzeczy. Historia jest o wiele bardziej skomplikowana i wsiąka w najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy, w których strach przegrywa z potrzebą istnienia a miłość budzi się jako maleńki płomyk, by osiągnąć rozmiar olbrzymiego ogniska.  

Amanda Copiln stworzyła książkę, która niesie ze sobą olbrzymi ładunek emocjonalny, chociaż napisana jest dość powściągliwie i bez zbędnego patosu. Losy bohaterów powieści oraz oni sami dysponują całą gamą uczuć, od tych najgłębszych i najpiękniejszych po trudne, które ciężko przyswoić. Amanda Coplin stawia tezę, że czas nie leczy ran, tylko przyzwyczaja do bólu. Jej bohaterowie próbują z nim żyć, zagłuszyć go lub zastąpić innym uczuciem. Pragnieniem zemsty albo bezinteresowną, gorącą miłością. W powieści przeszłość odgrywa olbrzymią rolę, kształtuje bohaterów, którzy nie mogą się od niej uwolnić. Wraca do nich po latach z wielką siłą, z którą nie umieją walczyć. Muszą się poddać, zrobić to, co do nich należy. 

To opowieść o poświęceniu i całkowitemu oddaniu się komuś innemu, o tym, że praca, trud i wysiłek nie idą na marne. A przede wszystkim, "Morelowy Sad" to opowieść o przywiązaniu, tak ogromnym, że przetrwa każdą przeciwność losu. 

Gorąco polecam. Znakomita książka! 

K.K.

* s. 21

Za książkę dziękuję mojemu kochanemu mężowi! 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

"MIŁOŚĆ W BURZANACH" KATARZYNA ARCHIMOWICZ

Greta Marecka wiedzie spokojne, poukładane życie. Ma męża żołnierza, mieszkanie na kredyt, pracuje jako analityk w banku. Ot, przeciętna egzystencja. 
Aby naładować akumulatory i odpocząć po trudach życia w Warszawie, Greta ucieka na wieś do tytułowych Burzan. Tam, wśród zapachów skrywanych w sienniku spędza leniwie czas w rodzinnym dworku u swojego ukochanego stryja Michała, lokalnego proboszcza. 

Tym razem Mareccy przyjeżdżają w odwiedziny do Michała, ponieważ liczą na to, że w sielankowym otoczeniu uda im się poukładać małżeńskie sprawy, dojść do porozumienia w ważnych dla związku kwestiach. Greta czuje, że jej małżeństwo jest zagrożone, że oddalają się od siebie z Grzegorzem. Różnica poglądów w kwestiach priorytetowych sprawia, że małżonkowie nie potrafią się porozumieć. Grzegorz chciałby mieć dziecko, Greta nadal nie jest na to gotowa. 
Wizyta u księdza ma jednak skutek odwrotny od zamierzonego. Kryzys małżeński Mareckich jeszcze się pogłębia. Dochodzi między nimi do ostrej sprzeczki. Greta dowiaduje się, że mąż zamierza wyjechać na misję do Afganistanu. Zaplanował już wyjazd, chociaż ona była temu przeciwna. To dla niej olbrzymi cios, kobieta czuje się rozżalona i zdradzona. I właśnie w tym momencie w okolicy pojawia się tajemniczy mężczyzna. 

Oleg Hawryło już od początku wzbudza niepokój wśród mieszkańców Burzan. Jest inny, nieznany, tajemniczy. Kupuje stary, zrujnowany dworek w Ordach i zaczyna inwestować w remont ruiny olbrzymie pieniądze. Oczywiście staje się głównym tematem plotek w Burzanach i okolicach. Każdy mieszkaniec zastanawia się, cóż takiego sprowadziło Olega na Polesie i jakie niecne zamiary ma nieznany przybysz...

Muszę przyznać, że Katarzyna Archimowicz zrobiła na mnie duże wrażenie swoją debiutancką powieścią. Miałam obawy, że książka okaże się zwykłym romansidłem, banalną opowiastką o miłości. Pomyliłam się. Co prawda tematyka "Miłości w Burzanach" wpisuje się w awanturniczo - miłosny charakter gatunku, jednak nie jest powieścią jednowątkową. Wydaje mi się, że debiutująca pisarka wykonała kawał dobrej roboty, przeplatające ze sobą wiele zagadnień i prowadząc kilka motywów, które doskonale ze sobą współgrają, tworząc cudowną historię.

W książce szczególnie ujął mnie sposób w jaki autorka sportretowała mieszkańców Burzan. To istny koncert osobowości, pokaz barwnych postaci! Ksiądz Michał - choleryk o złotym sercu i umiejętnościach kulinarnych, Nawrocki wraz z swoją żoną, zielarka Helena, Chaliba opłakujący Opora czy Danił, na którego talencie przez długi czas nikt się nie poznał. Archimowicz doskonale przedstawiła burzańską społeczność. Bezbłędnie oddała charakter małej miejscowości oraz mentalność mieszkańców polskiej wsi. Uczyniła to w niezwykle atrakcyjny sposób. Jej bohaterowie są wyraziści, każdy z nich jest inny, wszyscy natomiast są równie interesującymi postaciami. Mnie szczególnie przypadł do gustu stryj Grety, ksiądz Michał. Myślę, że przypominał mi nieco proboszcza z serii "U Pana Boga..." Jacka Bromskiego. 

Powiem szczerze, że nie polubiłam głównego bohatera książki - Olega. Być może dlatego, że Ukrainiec w żadnym aspekcie nie wpisuje się w mój ideał mężczyzny. Katarzyna Archimowicz opisała faceta, który w realnym życiu nie przypadłby mi do gustu. Fascynacja Grety była więc dla mnie nieco irracjonalna. Cóż, są gusta i guściki i tego trzymałam się czytając książkę. 

Niemym bohaterem powieści jest bajkowe, niemal zaczarowane Polesie. Autorka pięknie opisuje nadbużańską krainę, nadaje jest wręcz feeryczny charakter. Malownicze, sugestywne opisy przyrody poruszały wszystkie moje zmysły. Czułam zapach ziół wydobywający się z sienników, smaki przyrządzanych przez księdza Michała potraw, moja skóra robiła się gorąca od promieni lipcowego słońca, które ogrzewało Gretę malującą swoje pejzaże. Dawno nie czytałam tak sensualnych opisów. 
Katarzyna Archimowicz dokonała rzeczy niezwykłej. Czytając książkę, kompletnie zatraciłam się w opowieści o nieskalanych czasem Burzanach, gdzie "katolicyzm, prawosławie i gusła"* spotykają się ze sobą. Tutaj czas się zatrzymał a pory roku wyznaczają rytm życia. 

Jestem wieśniakiem. Od urodzenia. Nie wyobrażam sobie egzystencji w dużym mieście. Burzany wydają mi się natomiast idealnym miejscem na spędzenie leniwego popołudnia ... albo całego życia :) Jestem bardzo szczęśliwa, mogąc czytać książki, które wychwalają piękno polskiej wsi, dlatego też "Miłością w Burzanach" jestem totalnie oczarowana. 

K.K.

*s. 100


Za możliwość przeczytania książki i przeniesienia się na bajkowe Polesie bardzo dziękuję  Wydawnictwu Black Publishing

                                              Recenzja bierze udział w wyzwaniu :"Polacy nie gęsi"

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"SUCHA SIERPNIOWA TRAWA" ANNA JEAN MAYHEW

"Sucha sierpniowa trawa" to debiut literacki. Autorka książki - Anna Jean Mayhew - napisała powieść w wieku siedemdziesięciu jeden lat! Muszę przyznać, że ta informacja wywarła na mnie ogromne wrażenie i w pewnym sensie napełniła mnie optymizmem. Nigdy nie jest za późno, by zacząć robić w życiu coś wspaniałego! :)

Cóż, być może to wiek autorki stanowił siłę napędową tej powieści. Wszak to lata zdobywania doświadczeń, życiowej mądrości, umiejętności zachowania dystansu do pewnych zjawisk i wydarzeń. 
"Sucha sierpniowa trawa" jest niewątpliwie zabraniem głosu w sprawie, która wydaje się - przynajmniej ostatnimi czasy - rozłożona na czynniki pierwsze przez różne segmenty szeroko pojętej kultury. Weźmy pod uwagę chociażby film. W ostatnich latach powstały dwa bardzo głośne obrazy poruszające - w różny sposób - tematykę rasizmu. Mam na myśli "Django" Quentina Tarantino i "12 Years a Slave" Steve'a McQueen'a. 

Mogłoby się wydawać, że na ten temat powiedziano już wszystko. Nic bardziej mylnego! Anna Jean Mayhew udowadnia, że motyw segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych może stanowić rdzeń wspaniałej powieści obyczajowej, która nie emanuje patosem, nie bazuje na emocjach ani zbędnym sentymentalizmie.

USA. Rok 1954. Trzynastoletnia Jubie Watts wychowuje się w normalnej amerykańskiej rodzinie. To z perspektywy tej dziewczynki będziemy śledzili opisane w książce wydarzenia. Ojciec  Jubie pracuje, matka - Paula - zajmuje się domem i wychowaniem czwórki dzieci. Nie robi tego zupełnie sama - rodzina zatrudnia pomoc domową i opiekunkę do dzieci w jednej osobie - czarnoskórą Mary Luther. To ich "dziewczyna". Tak Mary będzie często określana na kartach powieści, zarówno przez obcych ludzi, jak również przez członków rodziny Watts. 
Rodzina Jubie - z wyjątkiem jej ojca - wybiera się w podróż na Florydę. Mieszka tam jej wujek Taylor z swoją córką. Już na granicy stanu Georgia podróżnych wita napis:

"MURZYNI
przestrzegajcie godziny policyjnej!
Po zachodzie słońca!
TYLKO DLA BIAŁYCH*"

To dopiero początek. Im bardziej idziemy w las, tym więcej szczegółów poznajemy. Problem z zameldowaniem Mary w hotelu, szukanie toalet dla Murzynów na stacjach benzynowych, zakaz jedzenia w tych samych restauracjach, autobusy z wyznaczonymi dla Murzynów miejscami (było ich mniej, znajdowały się z tyłu pojazdu). Ówczesna polityka wobec czarnoskórych mieszkańców nie jest w książce przedstawiona jednoznacznie i dokładnie opisana, ponieważ Jubie ma dopiero trzynaście lat. Dorośli o pewnych rzeczach nie mówią przy niej wprost. Działania "klanu" są w książce zasygnalizowane tylko urywanymi zdaniami i półsłówkami rzucanymi przez bohaterów. 

"Sucha sierpniowa trawa" to opowieść dwutorowa. Część rozdziałów stanowi relację z wydarzeń bieżących, część to retrospekcje. Jubie wraca do przeszłości, opowiada o historii swojej rodziny, o szczęśliwych latach matki i ojca, gdy byli jeszcze młodymi ludźmi. Będziemy podróżowali w czasie, by stopniowo tworzyć portret rodziny, która z różnych powodów ulega rozpadowi. W momencie wyjazdu na Florydę - czyli na początku powieści - w rodzinie Wattsów nie jest kolorowo, matka i ojciec przeżywają widoczny kryzys. Trzeba przyznać, że autorka zgrabnie poprowadziła obie opowieści, by w pewnym punkcie historii połączyć je w całość. 

W szerszej perspektywie "Sucha sierpniowa trawa" to przede wszystkim gorzka historia krzywdy, upokorzenia i poniżenia. Mary poznajemy jako wspaniałą, niezwykłą kobietę. Oddaną swojej rodzinie i społeczności. Osobę, która z niesamowitą pewnością siebie i graniczącą z bohaterstwem odwagą potrafiła upomnieć się o odrobinę szacunku wobec siebie i zachowania chociaż podstawowych praw, które jej przysługują. W czasach, o których opowiada Mayhew było to wielkim wyczynem. Mary nie skarży się, nie oczekuje pochwał i ogromnej wdzięczności. Chce tylko podstawowego szacunku i zapłaty za swoją ciężką pracę. Dla Jubie Mary jest jak przyjaciółka. To jej się zwierza, przy niej czuje się dobrze. 

Anne Jean Mayhew w 1954 roku miała zaledwie czternaście lat. Nigdzie nie jest napisane, że powieść zawiera elementy jej autobiografii, jednak możemy się spodziewać, że wiele z opisanych w książce okropności widziała na własne oczy. Jeżeli jednak ktoś przeczytał "Podziękowania" na końcu książki, zauważy, że autorka pisze: "Wyrazy wdzięczności dla kobiet, które utrzymywały porządek w naszym domu, gdy byłam dzieckiem i kiedy wyrosłam na nieporadną panią domu: Mary Leeper [...]**" Przypadek? Nie sądzę. 

"Sucha sierpniowa trawa" to wyczerpujący opis amerykańskiego społeczeństwa lat 50 XX wieku. Społeczeństwa, które nie pozbyło się jeszcze zakorzenionej głęboko w umysłach pogardy dla czarnoskórych osób. Przenoszone z pokolenia na pokolenie, utkwione w amerykańskiej mentalności przekonanie o wyższości białych, mające swój początek w czasach niewolnictwa, jeszcze przez lata zatruwało umysły białych obywateli USA. Wolna Ameryka przez wieki była tylko mitem. 
Książka to również wnikliwy i skrupulatny opis stosunków rodzinnych, a także drobiazgowa analiza małżeńskiego kryzysu. 

Muszę przyznać, że Anne Jean Mayhew bardzo zachowawczo podchodzi do emocji bohaterów. Nie epatuje nimi, raczej relacjonuje przebieg wydarzeń. Mimo braku patosu i wyniosłych opisów, podczas czytania książki strasznie się popłakałam. W tym również tkwi jej siła.

"Suchą sierpniową trawę" czyta się świetnie. Czas znika, zostają słowa. Oprócz tego, że książka stanowi doskonały pomysł na spędzenie sobotniego popołudnia, ma jeszcze jedną ważną zaletę. Dotyka tematu, który moim zdaniem jest bardzo uniwersalny. Tematu podziałów i sztucznie tworzonych różnic. Czyż nie oglądamy tego codziennie na naszym polskim podwórku?  Tam : czarni - biali. Tutaj : wypadek - zamach.... 

Polecam gorąco, każdemu!

K.K. 

*s. 19
**299





sobota, 8 marca 2014

"CZAS MOTYLI" JULIA ALVAREZ






PATRIA MERCEDES MIRABAL 
27 lutego 1924 - 25 listopada 1960

MINERVA MIRABAL
12 marca 1926 - 25 listopada 1960

MARIA TERESA MIRABAL
15 pażdziernika 1935 - 25 listopada 1960

RUFINO DE LA CRUZ
10 listopada 1923 - 25 listopada 1960









Dla takich perełek warto czytać książki. Warto szukać, smakować historie, warto poznawać. Fabularyzowana opowieść biograficzna o siostrach Mirabal, działaczkach opozycyjnych na Dominikanie, dostarcza tak wielu wrażeń i emocji, że długo po odłożeniu książki na półkę nie można przestać myśleć o bohaterstwie Patrii, Minervy i Marii Teresy, o ich poświęceniu i odwadze, a także o pozostałych członkach rodziny, którzy poświęcili wszystko w imię wolności swojego narodu. 

XX wiek zapisał się na kartach histori kilkoma krwawymi szlakami, narysowanymi przez reżimy, których - jak wszyscy wiecie - nie było mało. Pewnie każdy z Was potrafi wymienić najbardziej krwawe i okrutne dyktatury, w Europie, Azji, Ameryce, Afryce. Hitler, Stalin, Mussolini, Ceausescu, Tito, Franco, Hussajn, Pol Pot, Mao Zedong, Castro, Pinochet.

I Rafael Leonidas Trujillo. Ten ostatni sprawował bezwzględne rządy na Dominikanie od 1930 do 1961 roku. 

To podczas jego panowania dorastały, żyły i walczyły siostry Mirabal, którym poświęcona jest książka Julii Alvarez. Może, nim przejdę do sedna, przybliżę nieco postać autorki. Julia Alvarez pochodzi z Dominikany, gdzie spędziła swoje dzieciństwo. Urodziła się w 1950 roku, czyli w ostatniej dekadzie dyktatury Trujillo. Jej kariera rozwinęła się jednak w Stanach Zjednoczonych, bowiem jako 10 latka musiała wraz z swoją rodziną opuścić kraj. Uciekali z Dominikany ze względów politycznych. Myślę, że ten wątek życiorysu Julii Alvarez jest niezwykle ważny, gdyż pozwala zrozumieć, że wydany 1995 roku "Czas motyli" to książka niezwykle ważna dla pisarki. Siostry Mirabal były dla Julii Alvarez obiektem fascynacji, dlatego przezd napisaniem książki sięgnęła do wielu źródeł, by w pełni oddać historię tytułowych Motyli. 

"Czas motyli" to fabularyzowana opowieść o rodzinie Mirabal. Cztery siostry - Patria, Dede, Minerva i Maria Teresa, zwana Mate, dorastały w zamożnej rodzinie, którą stać było na ich wykształcenie i godne życie. Dorastały jednak w złych czasach - w cieniu potwornego reżimu, o którego brutalności jako dzieci nie miały pojęcia. Z czasem zło, które panowało na Dominikanie, zaczęło do nich docierać. Ich dzieciństwo, później czas dorostania, w końcu dorosłość pokazują różne oblicza tego samego reżimu. Trzy z nich zaangażowały się w działalność opozycyjną. Czwarta - Dede - nie walczyła. Zdawała sobie jednak sprawę, że El Jefe - tak mówiono na dyktatora - robi na Dominikanie wiele okropnych rzeczy.

Wspaniałe jest to, że autorka stworzyła prawdziwe postacie. Unikała patetycznych i podniosłych opisów, nie zrobiła z sióstr Mirabal namaszczonych przez Boga bohaterek. Pokazała prawdziwe kobiety ; córki, żony, matki. Pełne wątpliwości, czasami strachu, innym razem wręcz abstrakcyjnej odwagi. Tutaj nie ma mitologizacji, która trochę obdziera siostry z człowieczeństwa. Są prawdziwe kobiety, z krwi i kości. Każda z sióstr jest inna, każda ma własne lękki, nadzieje, radości. Świetnym zagraniem ze strony Julii Alvarez było wprowadzenie narracji wieloosobowej, oddającej głos każdej z sióstr Mirabal. Taka konstrukcja fabularna pozwoliła na poznanie każdej z sióstr niezwykle precyzyjnie i dokładnie. Same opowiadają o sobie, o swoich przeżyciach i uczuciach, o targających nimi wątpliwościach. 

Motyle. Patria, Minerva, Maria Teresa. Ich śmierć stała się symbolem walki ; o wolność, sprawiedliwość i bezpieczne jutro. Rocznica ich śmierci została ustanowiona przez ONZ Międzynarodowym Dniem Eliminacji Przemocy wobec Kobiet. 

Książkę trzeba przeczytać. Historia sióstr Mirabal przedstawiona przez Julię Alvarez pokazuje obraz okrucieństwa i beznadzieji życia w kraju, który jest pod panowaniem reżimu. Kraju zniewolonego. Kraju w którym nie można oddychać, jeżeli nie jest to oddech na chwałę dyktatora. 

Siostry Mirabal będą obecne w mojej pamięci,jako symbole kobiecej odwagi i poświęcenia. Także tego największego.

Vivan las Mariposas!


Patria, Minerva i Maria Teresa Mirabal


K.K. 


Książka jest pierwszą z serii "Kaszmirowej" oficyny wydawniczej Black Publishing, która zapowiada się niezwykle ciekawie. Na mojej półce czeka już "Sucha sierpniowa trawa", którą niebawem zaczynam czytać. Mam zamiar zamówić również nowość z ww. serii, tj. "Szepty lasu". 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...