"Święta z kardynałem" to druga książka Fannie Flagg, jaką dane mi było przeczytać. Pierwszą były wspaniałe "SMAŻONE ZIELONE POMIDORY", które zrobiły na mnie tak dobre wrażenie, że kiedy na półce mojej ulubionej biblioteki zobaczyłam "Święta z kardynałem" nie mogłam się powstrzymać. Książkę przeczytałam w jeden wieczór. Fakt, książka ma tylko 215 stron i pisana jest dość dużą czcionką, ale muszę przyznać, że łatwość z jaką Fannie Flagg wciąga czytelnika w wykreowany przez siebie świat znacznie upraszcza czytanie.
Oswald T. Campbell podczas rutynowej wizyty u lekarza dowiaduje się, że zostało mu niewiele czasu. Mieszkający w Chicago mężczyzna dostaje od lekarza wskazówkę - by mógł jeszcze trochę nacieszyć się życiem, musi koniecznie zmienić klimat. Po niezbyt długim namyśle, Pan Campbell opuszcza chłodne i zimne Chicago u progu zimy, by swoje ostatnie Boże Narodzenie spędzić na południu Alabamy. W Lost River, sennym miasteczku położonym nieopodal niespiesznie płynącej rzeki. Fannie Flagg zabiera nas w zupełnie inną rzeczywistość. Piękną, nieco sielankową i wpływającą bardzo pozytywnie na samopoczucie. Postacie, które wykreowała pisarka są przesympatyczne, urocze w swoich dziwactwach, niektóre owiane aurą dawnej tajemnicy, przez które wydają się bardzo fascynujące.
Oswald Campbell zostaje w malutkim Lost River bardzo serdecznie przywitany. Zaczyna przyzwyczajać się do wolnego rytmu, w jakim płynie życie mieszkańców. Odkrywa jego uroki, zakochuje się w pięknych miejscach nad rzeką, w których najbardziej lubi spędzać czas. Tam również odkrywa pasje, która zaczyna sprawiać mu niesłychaną radość. Po roku spędzonym w Lost River Pan Campbell wie, że znalazł swoje miejsce na ziemi.
Okładka książki może nieco zmylić czytelnika. Papuga w klatce, to raz. "Święta z kardynałem" to dwa. Pomyślałam więc, że w miarę rozwijania się fabuły, poznam jakiegoś duchownego, papuga natomiast będzie stanowiła jakiś ważny element akcji. Pudło.
Tytułowy kardynał to ptaszek o imieniu Jack. Uratowany przez miejscowego sklepikarza, kiedy był jeszcze pisklęciem, wyrósł na prawdziwą gwiazdę i atrakcję sklepu w Lost River. To właśnie Jack został najlepszym przyjacielem małej Patsy, opuszczonej przez rodziców dziewczynki, która również w tej cudnej mieścinie doznała prawdziwego dobra i miłości.
Oczywiście nie omieszkałam zapytać wujka google, jak wygląda kardynał. Oto odpowiedź:
Piękny, prawda? Przyznacie, że z papugą widniejącą na okładce ma niewiele wspólnego.
A piękne przesłanie tej książki jest takie : nawet, kiedy wydaje się, że wszystko skończone, możemy odnaleźć swój cel w życiu i swoje własne Lost River.
Buszując w internecie znalazłam również dwa inne wydanie tej książki. Pod innym tytułem. Za to jedno z prawdziwym kardynałem na okładce. Wyglądają tak:
A tak poza tym, smacznego jajka i wszystkiego dobrego!
K.K.
Oswald Campbell zostaje w malutkim Lost River bardzo serdecznie przywitany. Zaczyna przyzwyczajać się do wolnego rytmu, w jakim płynie życie mieszkańców. Odkrywa jego uroki, zakochuje się w pięknych miejscach nad rzeką, w których najbardziej lubi spędzać czas. Tam również odkrywa pasje, która zaczyna sprawiać mu niesłychaną radość. Po roku spędzonym w Lost River Pan Campbell wie, że znalazł swoje miejsce na ziemi.
Okładka książki może nieco zmylić czytelnika. Papuga w klatce, to raz. "Święta z kardynałem" to dwa. Pomyślałam więc, że w miarę rozwijania się fabuły, poznam jakiegoś duchownego, papuga natomiast będzie stanowiła jakiś ważny element akcji. Pudło.
Tytułowy kardynał to ptaszek o imieniu Jack. Uratowany przez miejscowego sklepikarza, kiedy był jeszcze pisklęciem, wyrósł na prawdziwą gwiazdę i atrakcję sklepu w Lost River. To właśnie Jack został najlepszym przyjacielem małej Patsy, opuszczonej przez rodziców dziewczynki, która również w tej cudnej mieścinie doznała prawdziwego dobra i miłości.
Oczywiście nie omieszkałam zapytać wujka google, jak wygląda kardynał. Oto odpowiedź:
Piękny, prawda? Przyznacie, że z papugą widniejącą na okładce ma niewiele wspólnego.
A piękne przesłanie tej książki jest takie : nawet, kiedy wydaje się, że wszystko skończone, możemy odnaleźć swój cel w życiu i swoje własne Lost River.
Buszując w internecie znalazłam również dwa inne wydanie tej książki. Pod innym tytułem. Za to jedno z prawdziwym kardynałem na okładce. Wyglądają tak:
Być może święta trochę się nie zgadzają, ale polecam tę książkę wszystkim, jako sposób na mile spędzone popołudnie.
A tak poza tym, smacznego jajka i wszystkiego dobrego!
K.K.

.jpg)






